Jeszcze raz

kobieco

Jeszcze raz

Uwielbiam biografie. Najbardziej mnie inspirują, najłatwiej przyswajam dzięki nim fakty – nieważne czy historyczne czy naukowe, byle były doprawione osobistymi kontekstami. Historie innych osób utrwalone w mojej głowie pomagają mi też niekiedy podejmować własne decyzje.

I nawet jeśli odnoszę wrażenie, że każda współcześnie powstająca biografia musi mieć obowiązkowo kilka elementów (założę się, że jeśli istnieją podręczniki dla wydawców tego typu książek, to znajduje się w nich kilku punktowa lista pytań, na które odpowiedź musi pojawić się w każdej publikacji w stylu: 1. jak bardzo ciężkie dzieciństwo miał bohater? 2. z jakimi szkolnymi trudnościami musiał się zmierzyć? 3. w jakich okolicznościach dopadł go impuls z nieba wskazujący kierunek, który okazał się drogą do sukcesu? A na końcu opis sławy, chwały i fanów) wcale mi to nie przeszkadza. No i w międzyczasie jeszcze obowiązkowe zmagania z przeciwnościami losu:

Dziś o role w swoich filmach walczą o niego najlepsi hollywoodzcy producenci, lecz kto by przypuszczał, że do szkoły aktorskiej dostał się dopiero za 8 razem?

Spędziła tysiące godzin w nieklimatyzowanym laboratorium w piwnicy znienawidzonego przez siebie wujka, wykonując tysiące pomiarów i modyfikacji eksperymentu zanim odkryła tę-nadzwyczajną-właściwość.

83 razy starała się nie rezygnować z pisania tekstów na bloga zanim ten nie przestał być czytany wyłącznie przez jej męża i spamerów, a stał się jednym z popularniejszych miejsc w sieci.

Yyyy.. chwileczkę. Może tego ostatniego jeszcze nie było w żadnej biografii?

No cóż. Co bardzie domyślni (jakby to była zagadka rodem z książki Agathy Christie) już wiedzą, co chcę oświadczyć. Po ponad 2 latach daję sobie i tej stronie kolejną szansę. A co. Na biografię jeszcze nie zasłużyłam, ale to chyba dobrze brać przykład choćby od tych, którzy się jej doczekali?

Trochę tu odkurzyłam, poukładałam na nowo i jestem gotowa na przyjęcie wirtualnych gości. Z premedytacją zachowuję teksty sprzed przerwy w pisaniu. Z większości jestem naprawdę zadowolona i są zgodne z moimi obecnymi przekonaniami. Pozostałe niech będą po prostu pamiątka po tym, co było i na szczęście minęło.

Hej! To może ty też wreszcie spróbujesz zrobić coś dla siebie megaważnego jeszcze raz, nawet jeśli za pierwszym się nie udało?