własna droga dziecka

filmowo rodzicielsko

Pewna myśl plątająca się po głowie

To właśnie jest ten czas. Dokładnie ten, w którym byli Mufasa i Simba w najprzyjemniejszych momentach „Króla lwa”. My też idziemy właśnie ze starszą córką przez świat i sprzedajemy jej dobre rady o życiu. Nie mamy co prawda królestwa po horyzont, nie będziemy jej też namawiać do polowania na słabszych, ale w chwilach obustronnego natchnienia (zwanych spokojem) opowiadamy jej naszym zdaniem najlepsze i najważniejsze rady, które i z własnego doświadczenia czerpiemy i które nam wbijano do głowy od wczesnego dzieciństwa. A jeśli przy tym zdarzy jej się na nas popatrzeć z podziwem, to już w ogólne jest – ha! co za zgrabne podsumowanie tego akapitu – BAJKA.

 

 

I tak sobie ostatnio myślę, że szczególnie ważne jest od pewnego czasu dla mnie jedno. Aby moje dzieci zawsze, gdy to tylko możliwe, podchodziły do swoich spraw, zadań, ale i problemów niebanalnie. Indywidualnie. Niesztampowo. Oryginalnie. Nawet jeśli będzie trudniej.

Choćby miały być w czymś najmłodsze, czy najstarsze, czy bez odpowiedniego wykształcenia, czy nikogo w towarzystwie nie znające. Szanując innych, z odwagą niech szukają własnej drogi i pomysłowych rozwiązań. Niech próbują, zabiegają, realizują. Niech wnoszą śmiałe podejście, z którego ostatecznie będą mogli czerpać i oni i inni. Bo przecież świat potrafi się za to świetnie odwdzięczyć efektami. I nie chodzi tu przecież tylko o twórców, artystów naturalnie kojarzonych z taką postawą. Jak przebiegałby postęp w medycynie, inżynierii czy nawet w sprawach publicznych i zarządzaniu państwem czy przedsiębiorstwem bez szukania świeżych, innowacyjnych rozwiązań?

Banał, a iluż dorosłych dopiero na własnej skórze, po latach, przekonuje się, że tak właśnie trzeba podchodzić do życia? Czy wrodzona intuicja wystarczy? Raczej nie. Pewne predyspozycje jak kreatywność, na pewno się przydają. Ale to po stronie rodziców i opiekunów przecież leży nauczenie jak ją bez lęku i w sposób przydatny wykorzystywać już od najmłodszych lat.